czwartek, 19 listopada 2015

Moi kuchenni pomocnicy: test patelni Woll Saphir Lite


Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite




Do jakości sprzętu kuchennego nie przywiązywałam do tej pory szczególnej wagi. 
Z reguły sprzęt czy dodatki kuchenne kupuję z tzw. średniej półki, czyli nie te najtańsze, ale też nie wysokiej klasy. 
Jeśli chodzi o patelnie, to kiedyś używałam teflonowych, ale już dość dawno wymieniłam je na ceramiczne. Miałam ich kilka, różnej wielkości.
Czy byłam zadowolona? Niekoniecznie, bo najczęściej jednak nie obywało się bez przyczepiania się do dna potrawy w trakcie jej smażenia, mimo, że teoretycznie nie powinno się tak dziać na powłoce ceramicznej. Niestety, działo się i były takie potrawy, co do których za każdym razem zarzekałam się, że robię je ostatni raz, bo smażenie ich nie tylko nie było żadną przyjemnością, ale wręcz męką. 
Wymagały też z reguły użycia tłuszczu, czasem sporej ilości.
Najczęściej też patelnie, zwłaszcza te mniejsze, tańczyły po metalowych kratkach mojej gazowej kuchenki. Były po prostu lekkie i niestabilne. 

Gdy więc dostałam propozycję od firmy Gustus dotyczącą przetestowania dowolnie wybranej patelni niemieckiej firmy Woll, to nie zastanawiałam się ani chwili.
Problem pojawił się zaraz na początku, przy wyborze. Jaką patelnię z tak dużej oferty wybrać, żeby korzystać z niej jak najszerzej? 
Po dokładnej analizie tematu i moich potrzeb zdecydowałam się  na patelnię z serii Saphir Lite o śr. 24 cm i z podwyższonym brzegiem, żeby pełniła też rolę rondla. 
Okazało się to bardzo trafnym wyborem. 

Po wyjęciu patelni z paczki od razu mi się spodobała. Była nie tylko miła dla oka, ale przede wszystkim solidna i ciężka, co gwarantowało jej stabilność.


Patelnia Woll Shafir Lite - test


Najpierw może kilka słów tytułem przedstawienia:
1. Patelnia nadaje się do wszystkich kuchenek, zarówno gazowej, indukcyjnej, ceramicznej jak i elektrycznej.

2. Wykonana jest z najwyższej jakości stopu Silumin, pokryta szlachetną powłoką (ceramika szafirowa), przez co jest wyjątkowo trwała i odporna na ścieranie. 

3.  Ma grube, idealnie płaskie dno (producent daje 25 lat gwarancji na jego równość).

4. Każda patelnia wyposażona jest w pokrywę z hartowanego i żaroodpornego szkła, a odprowadzanie pary odbywa sie poprzez tunel w uchwycie (w pierwszej chwili zdziwiło mnie, że nie ma "dziurki" w pokrywie).

5.  Charakteryzuje się wspaniałym przewodnictwem ciepła i kumulacją energii, co daje bardzo duże oszczędności w zużyciu energii - przy gotowaniu rzędu 50-60 % , a przy pieczeniu nawet do 90 %.

6.  Patelnie te można umieszczać w piekarniku i zapiekać  w ten sposób potrawy do temp. 250* C.  Nie miałam dotąd takiej patelni, ale też jeszcze z tej jej możliwości nie korzystałam. 

7.  Jest bardzo stabilna i ciężka, ale nie na tyle, żeby zachodziła konieczność proszenia o pomoc, żeby ją podnieść;)


Testowałam patelnię ok. 3 tygodnie, nie jest to długi okres, ale wystarczający, aby się nią w pełni zachwycić! 
Zachwyt towarzyszył mi od pierwszego pieczenia, bo na ten pierwszy test wybrałam karkówkę palce lizać.
To danie, do którego trzeba było najpierw karkówkowe kotlety opiec, a to do tej pory skutkowało, mniejszym bądź większym, przyklejeniem się marynaty do dna patelni. 
Choć ta patelnia jest rekomendowana jako taka, na której można smażyć na minimalnej ilości tłuszczu, bądź w ogóle bez jego dodatku, to ja jednak - przezorny zawsze ubezpieczony - tego tłuszczu trochę dałam. Okazało się to zupełnie niepotrzebne, był to pierwszy i ostatni raz.
Kotlety usmażyły się nie tylko błyskawicznie, ale przede wszystkim bez przeniesienia musztardowej skorupki na dno patelni.
(Niestety, zdjęcia wyszły nieostre, szczególnie tych usmażonych)

Przy kolejnych potrawach nie dawałam już tłuszczu, a jedynie przecierałam dno olejem kokosowym, a czasem i tego nawet nie robiłam. Choć nie jestem zwolenniczką kuchni niskotłuszczowej, a wręcz przeciwnie, ale smażenie bez jego dodatku bardzo mi pasuje, bo tłuszcz najlepszy i najzdrowszy jest w postaci świeżej, czyli dodany do już gotowej potrawy.


Patelnia Woll Shafir Lite - test

Moi kuchenni pomocnicy: test patelni Woll Saphir Lite


Przy smażeniu kolejnej porcji tłuszczu z patelni się pozbyłam.


Moi kuchenni pomocnicy: test patelni Woll Saphir Lite


Ponieważ patelnia trafiła do mnie w czasie trwania, lub nawet pełnego rozkwitu, mojego śniadaniowego uzależnienia od białkowych placuszków, więc oczywiście na następny dzień przeszła plackowy test. 
Dotychczas zawsze dawałam łyżeczkę tłuszczu na patelnię, a często też odrobinę do plackowej masy, żeby nie przywierały, tym razem patelnię tylko lekko musnęłam olejem kokosowym i już! Placki smażyły się aż furczało, przekładałam je na drugą stronę bez żadnych problemów  i nie musiałam co chwilę manewrować gazem, jak to wcześniej bywało, bo albo za mało się smażyły, albo za mocno.
Test zdała celująco!
Choć patelni tej musiałam się chwilę nauczyć, bo rozgrzewa się zdecydowanie wolniej niż jej poprzedniczki, więc teraz wiem, że należy ją podgrzewać wcześniej, wtedy, gdy jestem na etapie przygotowywania ciasta, a nie dopiero wtedy, gdy wszystko mam już gotowe do pieczenia.
Wolniej się rozgrzewa, ale ciepło trzyma rewelacyjnie i długo. Nie zdarzyło mi się jej używać na wysokim gazie, zawsze jest to prawie najniższy zakres. A proces pieczenia przebiega bardzo szybko, zdecydowanie szybciej niż na innych patelniach. Dlatego, mimo, że jest mniejsza od mojej poprzedniej dużej patelni, która miała śr. 28 cm i na tamtej mieściło mi się jednorazowo więcej np. kotletów, to jednak tutaj cały proces trwa krócej. Takie numery!


Wszystkie gryczane były na niej pieczone:


Patelnia Woll Shafir Lite - test

Patelnia Woll Shafir Lite - test

Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite
 
Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite


Następny test przeszła przy naszych ulubionych kotletach pieczarkowych. Zawsze dotąd były smażone na standardowej ilości tłuszczu (masła klarowanego zwykle). I pierwszy często się rozpadał.
Tym razem, co będę pisać, zobaczcie sami:


Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite


Kolejnym moim ulubionym daniem, szczególnie jesienią, jest szakszuka.
Wszystko wyszło pięknie, łącznie ze ścięciem do odpowiedniego stanu jajek przy wykorzystaniu świetnie dopasowanej pokrywki:


Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite


I znów test pieczenia, czyli mielone kotlety.
Robię je oczywiście w wersji bez bułki (nawet nie pamiętam jak takie klasyczne mielone smakują, bo bułki parę lat nie używam już do mielonych). 
Dodaję pieczarki, pory, nawet brokuła, a tym razem dodałam zmiksowane jarzyny z rosołu i zamiast cebuli przesmażonego pora, a dodatkowo, jako że córka jest na protokole AIP, nie dodałam jajek - wyszły super rewelacyjnie!



Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite


I przyszła kolej na test patelni jako naczynia do gotowania i duszenia, czyli do dania jednogarnkowego. Po to zdecydowałam się na patelnię z wyższym brzegiem, żeby wykorzystać i takie jej możliwości. 
Zrobiłam więc w niej gulasz z podrobów. Do tej pory najpierw pokrojone podroby gotowałam w garnku,  a potem przerzucałam je na patelnię z podsmażoną cebulą, chwilę dusiłam i zagęszczałam. Teraz i ugotowałam i dusiłam na jednej patelni. Cebulę tylko wcześniej zeszkliłam na malutkiej patelni.


Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite


I jeszcze jedno danie, czyli swieży dorsz z pieczarkami. Na kolację, na szybko, też oczywiście bez tłuszczu.


Moi kuchenni pomocnicy: test patelnii Woll Shafir Lite


Co z myciem? 
Patelnia nadaje się do mycia w zmywarkach, tylko nie wiem po co bym miała ją tam wkładać. Po użyciu wystarczyło najczęściej przetarcie papierowym ręcznikiem, a w ostateczności mokrą gąbką (nawet samą, bez płynu do naczyń) i spłukanie.
I już! Rewelacja i w tym temacie.

Jakie wady?
No cóż, nie jest tania, patelnie kosztują w granicach 400-500 zł w zależności od wielkości. 
Ale powiem tak: po kilku dniach używania tej nowej patelni wszystkie moje poprzednie patelnie, poza jedną najmniejszą, przeszły w stan spoczynku; nie mam potrzeby (ani przede wszystkim ochoty) korzystać z żadnej innej patelni.
I pewnie jakbym teraz wyposażała swoje gospodarstwo i znała zalety takiej patelni, to nie kupowałabym tych kilku, tylko jedną, a porządną, nie wspominając ile tych patelni już miałam, bo co jakiś czas trzeba je było wymieniać, bo się zużywały. A ta, mam nadzieję, posłuży mi wiele lat.
Bardzo polecam:)




6 komentarzy:

  1. Wydaje sie drogo ale jak policzyc ile juz patelni sie kupilo ;-) ja jeszcze z zadnej nie byłam zadowolona na 100 %.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak z wieloma rzeczami, łatwiej wydać mniej niż więcej, choć jak się spojrzy wstecz, to tego więcej wychodzi często jednak mniej:)

      Usuń
  2. Mam coś podobnego, ale bez opcji piekarnikowej. A to jest jednak Coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są jeszcze wersje z odpinaną rączka, bo moja nie ma takiej. To już super full wypas:)

      Usuń
  3. Patelnia naprawdę prezentuje się świetnie. Widać, że nic do niej nie przywiera, a tym samym mycie nie będzie kłopotliwe. Podoba mi się i chętnie sobie taką sprawę. Dzięki za rzeczowy teścik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje testowanie zachęciło Cię do zakupu:)

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się ten wpis/przepis, masz jakieś sugestie albo skorzystałeś z niego - podziel się tym w komentarzu.
Jeśli komentujesz jako anonimowy, zostaw proszę swoje imię.
Pozdrawiam i dziękuję!