czwartek, 11 września 2014

Jesteś wzrokowcem, kinestetykiem czy słuchowcem?

Kuchnia kinestetyka, czyli moja;)


Pewnie mało kto z Was wie, że pierwszym blogiem, który założyłam był blog, w którym dzieliłam się moimi przemyśleniami dotyczącymi postrzegania świata i poznawania siebie, a także cytatami, opowiastkami i dykteryjkami. Przepisy miały stanowić tylko jego dopełnienie. Ale już po tygodniu rozdzieliłam obydwa blogi dochodząc do wniosku, że to 2 w 1 nie było dobrym pomysłem.
Blog kulinarny przetrwał do dzisiaj (w tym roku minie 5 lat), a tamten  zamknęłam po kilku miesiącach intensywnego prowadzenia. Chyba się wyczerpałam. W każdym razie nie żałowałam tego nigdy, natomiast teraz przyszło mi do głowy, żeby zamieścić tutaj kilka wpisów z tamtego bloga.  

Kiedyś miałam dylemat, czy moje wpisy polecające (zamieszczane tutaj, czyli na blogu kulinarnym), niekoniecznie związane z kulinariami, się przyjmą, czy będą dla Was interesujące. Okazało się, że są to najczęściej czytane wpisy i bardzo je lubicie. 
Może więc i tym razem będzie podobnie i też coś zyskacie z tego typu publikacji, co prawda sprzed kilku lat, ale na tematy nadal aktualne, bo ponadczasowe.
Zapraszam do lektury:)


*****


Widzisz, słyszysz czy czujesz?

Do tego wpisu przyczyniły się ostatnie dyskusje na blogu Ajki o minimalizmie, dyskusje na temat minimalizmu w mieszkaniu, a szczególnie w kuchni i łazience. Dla mnie pusta kuchnia czy łazienka w sensie braku przedmiotów codziennego użytku na wierzchu jest nieprzyjazna, źle się w takiej przestrzeni czuję, mam wrażenie, że nie ma tam życia. Dla innych z kolei właśnie taka kuchnia jest ideałem, taka im się podoba, taką chcieliby mieć. I można by tak zadyskutować się na śmierć co jest lepsze (lepsze?) i jak można uważać, że wygodniej jest chować za każdym razem kubki do szafki, a nie trzymać ich na wierzchu, hehe.
Przypomniało mi się w tym momencie skąd to się (w dużej mierze) bierze.
Otóż każdy z nas prezentuje odrębny, charakterystyczny dla siebie sposób  poznawania otaczającej  go rzeczywistości oraz myślenia, czyli przetwarzania zdobytych informacji. Jest to związane z wykorzystywaniem  dostępnych nam zmysłów w różnym zakresie, tzn. jeden zmysł jest zwykle dominujący, drugi uzupełniający, a następne tylko lekko wykorzystywane. Jest to częściowo nasze wyposażenie genetyczne, a częściowo efekt wczesnodziecięcych doświadczeń i nauki wyniesionej z tego okresu.
Zatem możemy być – jeśli dominuje u nas zmysł wzroku - wzrokowcami, słuchowcami – jeśli słuch jest naszą mocną stroną lub kinestetykami – w przypadku dominanty ruchu, dotyku. Czasem można spotkać się z rozdzieleniem na kinestetyka – ruch oraz dotykowca – uczucia i dotyk. Bardzo rzadko dominuje zmysł węchu – węchowiec, jeszcze rzadziej smaku.

Ja całe życie byłam przekonana, że jestem wzrokowcem. Nigdy się w to zresztą specjalnie nie zagłębiałam, moja wiedza brała się z powszechnego mniemania, że jak się pamięta co było na której stronie książki, to znaczy, że jest się wzrokowcem.
Tymczasem, kilka lat temu uczestniczyłam w zajęciach na ten temat, zrobiłam kilka ćwiczeń i wyszło, że jestem bezspornym kinestetykiem!!! Wzrok jest u mnie na drugim miejscu. Szok!!! Jeszcze większy szok przeżyłam jak się dowiedziałam co się z tym wiąże i po każdym zdaniu wykładowcy (który też był nota bene kinestetykiem, więc znał to z autopsji) tylko mogłam mu potakiwać – wszystko się zgadzało! Mało tego, wtedy dopiero zrozumiałam swoje zachowania, których do tej pory nie umiałam wyjaśnić. Wow!!! To było dla mnie takie samo odkrycie jak fakt, że jestem cholerykiem! Ja? Choleryk??? A skąd, to niemożliwe! Haha.
Przez jakiś czas zajmowałam się pogłębianiem tematu, przeczytałam wszystko, co było mi dostępne, przeanalizowałam najbliższe mi osoby pod tym kątem i wyszło, że na szczęście  moi domownicy to wszyscy kinestetycy. Dlatego większych problemów ze współżyciem domowym u nas nie ma;)
I temat mi zniknął z pola widzenia aż do teraz, kiedy to  przekonałam się, że nie za bardzo pamiętam, że tak ludzie mają, tzn. że nie wszyscy na świecie są kinestetykami tak jak ja;)
Z czym się wiążą ta nasza preferencja do używania określonego zmysłu? Z wieloma dziedzinami życia. Z tym jaka najlepsza jest dla nas forma nauki (szkoła jest przystosowana do wzrokowców, najtrudniej mają w szkole kinestetycy), jak się ubieramy, jak urządzamy swoje mieszkania i miejsca pracy, na co zwracamy uwagę przy zakupach, czyli generalnie jak widzimy otaczający nas świat i jak go organizujemy.

Krótko o każdym typie:
Wzrokowiec – najczęściej występujący typ- zapamiętuje drogę kodując jej szczegóły, ma pamięć do twarzy, osób, szczegółów otoczenia, najskuteczniej uczy się czytając i oglądając (pamięta co gdzie było zapisane).
Najważniejszym kryterium w wystroju wnętrz, ubiorze, ulubionych przedmiotach jest kryterium estetyki, wyglądu. Ubranie musi mu się przede wszystkim podobać, być dobrane kolorystycznie. Mniej ważna jest jego wygoda. Wzrokowiec jest w stanie w imię wyglądu męczyć się w niewygodnych butach czy ciasnym, ale seksownym stroju, czego nie jest w stanie zrobić kinestetyk;)
Przy wyborze samochodu zwróci przede wszystkim uwagę na kolor, linię, wystrój wnętrza, dopiero potem na inne cechy. To samo przy urządzaniu mieszkania, ogrodu czy miejsca pracy: ma być estetycznie, harmonijnie, poszczególne przedmioty powinny do siebie pasować, mieć określony styl i być uporządkowane. Generalnie wizerunek stoi u niego nad funkcjonalnością. Wzrokowiec lubi porządek, w bałaganie źle się czuje w przeciwieństwie do kinestetyka, który bałaganu często "nie widzi", co z kolei jest kompletnie niezrozumiałe dla wzrokowca;)
W wypowiedziach używa wielu słów dotyczących obrazów, kolorów, opisów. Wzrokowiec podczas rozmowy poszukuje kontaktu wzrokowego, w miejscu publicznym lubi zajmować pozycje, które pozwalają mu mieć wgląd na całe towarzystwo. Nadmiar szczegółów będzie go rozpraszać np. trudno mu będzie skupić się w pomieszczeniu gdzie jest dużo absorbujących elementów, natomiast nie będzie mu przeszkadzać muzyka czy hałas.

Słuchowiec lubi mówić, ma skłonność do monologów, przejmowania inicjatywy w rozmowie. Ma często bardzo miły głos, mówi rytmicznie lub w sposób charakterystyczny akcentuje wyrazy. Mówi raczej wolno i lubi ciekawie brzmiące słowa. Jest wrażliwy na muzykę, dobrze zapamiętuje nazwiska.
Lepiej mówi niż pisze, potrafi mówić jednocześnie pisząc!
Zwykle nie patrzy na rozmówcę, za to przysunie się i nastawi ucho, aby lepiej go słyszeć. Pamięta co i jak było mówione przez poszczególne osoby. Najlepiej uczy się słuchając wykładu lub czytając na głos.
Z jednej strony nie znosi ciszy, a z drugiej gdy się skupia  np. na rozmowie czy nauce to często przeszkadzają mu dźwięki płynące z otoczenia, szmer w sali czy muzyka w tle, które dla innych typów mogą być w ogóle niezauważalne. Jest wrażliwszy od innych pod tym względem. Kiedy coś kupuje nie musi ani mierzyć ani się w tym przeglądać. Przy zakupie kanapy zdyskwalifikuje ją nie kolor czy wygoda siedzenia, ale lekkie skrzypienie zawiasów;)

Kinestetyk - pamięta to, czego doświadczył. Przypominając sobie jakieś wydarzenia przypomina sobie swoje odczucia, a nie to co widział czy słyszał. Ze swego doświadczenia wiem, że nigdy nie zwracam uwagi na to jak ktoś był ubrany (nawet jak spędzę z nim parę godzin), co wydaje się niewiarygodne dla wzrokowca, ale wiem jak się z tą osobą czułam. Podobnie jest gdy przebywam w jakimś miejscu, nie zwracam szczególnej uwagi na wyposażenie, kolory ścian, meble itp. szczegóły wystroju, ale doskonale wiem, że dobrze się tam czułam (albo nie). To samopoczucie zależy bardziej od klimatu wnętrza niż jego kompozycji. 
Jestem niemal pewna, że jeśli ktoś mówi, że dobrze się u mnie w domu czuje (i mówi to szczerze) to jest to kinestetyk, tak jak i ja najlepiej czuję się w domach kinestetyków:)

Kinestetycy cenią sobie wygodę, komfort, przestrzeń. Nie kupią nawet najpiękniejszego i najmodniejszego stroju jeśli nie będzie wygodny, butów z twardego materiału czy obcisłej bielizny, która nie zapewnia komfortu noszenia. Ważne jest dla nich, aby nic nie uwierało i nie wymagało skupiania się na stroju. Taki strój odrzucą.
Podczas zakupów często bezwiednie dotykają przedmiotów, sprawdzają ich fakturę, miękkość materiału. 
Mieszkanie urządzają  przede wszystkim z uwzględnieniem komfortu życia w nim, a dopiero później jego wizerunku. Śliskie kafelki, piękne lecz niefunkcjonalne meble czy sztywne materace raczej nie znajdą się u nich w domu. Podobnie z każdym przedmiotem użytkowym, zawsze wygoda będzie ważniejszym kryterium wyboru niż piękno, co nie znaczy, że otaczają się brzydkimi przedmiotami;)
Lubią coś trzymać w ręce, np. na przyjęciu rolują w palcach kawałek obrusa albo serwetkę, słuchając wykładu rysują esy – floresy itp.
Uczą się najlepiej poprzez dotykanie, doświadczanie, bezpośrednie zaangażowanie, dlatego trudno im idzie przyswajanie wiedzy w typowej polskiej szkole.
Najlepiej myślą w ruchu. To jedyny typ, który uwielbia koszenie trawnika;)
Ja łapię się na tym, że rozmawiając przez telefon chodzę po całym domu, podobnie jak pracując nad jakimś problemem.
Kinestetycy nie są wielbicielami nadmiernego porządku, nie przeszkadza im nieład w pomieszczeniu, nie zwracają na to po prostu uwagi. Ze swego doświadczenia wiem, że suszarka z wysuszonym na wiór praniem może stać i tydzień, chyba, że się o nią za bardzo obijam;)
Kinestetycy gestykulują podczas słuchania i mówienia; stoją blisko osoby, z którą rozmawiają, podczas rozmowy często kierują wzrok poza rozmówcę, co (zwłaszcza przez wzrokowców) może być niesłusznie interpretowane jako brak zainteresowania rozmową czy rozmówcą.
Na muzykę reagują ruchem, lubią taniec, wolą dotykać niż słuchać czy oglądać (wolą rzeźbę niż muzykę czy malarstwo), dlatego też trudno im dyskutować o sztuce.


Jak powiedziałam na wstępie każdy z nas ma jeden zmysł dominujący, jeden uzupełniający i pozostałe dopełniające. Ale proszę zwrócić uwagę, że tych kombinacji może być nieskończona (a może i skończona, ale wielka) liczba. Można być np wzrokowcem w 50%, kinestetykiem w 40% i słuchowcem, węchowcem w pozostałych 10 %. Ale można też mieć dominujący wzrok aż w 80%, czucie i dotyk w 15% i pozostałe zmysły tylko w 5%. I wtedy, mimo że w obydwu przypadkach będziemy wzrokowcami, to jednak świat będziemy widzieć inaczej.
Jak można odkryć z dużym prawdopodobieństwem te nasze preferencje?
Można poszukać testów w internecie, najczęściej testy te dotyczą sposobów przyswajania wiedzy.
Można też zrobić sobie choćby takie ćwiczenie: opowiedzieć (sobie samemu albo znajomej osobie) o jakimś swoim przeżyciu, jakiejś sytuacji np. wycieczce do lasu. I po kolei opowiada się najpierw to wydarzenie z pozycji wzrokowca, potem słuchowca i kinestetyka. Dla mnie to było niebywałe odkrycie gdy robiąc to ćwiczenie zorientowałam się, że najłatwiej idzie mi opowiadanie z pozycji tego co czułam! Opowiadanie tego, co widziałam szło mi trudniej, a jak przyszło do relacji tego co słyszałam to się prawie pociłam z wysiłku;)
Albo podobne ćwiczenie, gdzie opowiada się o wycieczce i zwraca uwagę jakich słów się używa i na co się zwraca uwagę – świeciło piękne słońce, niebo było lazurowe, a trawa jasnozielona wskazuje oczywiście na wzrokowca; czułam miękkość trawy pod stopami, wiatr delikatnie muskał mnie po twarzy – to sprawozdanie kinestetyka, a relacja z odgłosów słyszanych w lesie, czy warkotu motorówki wskaże na słuchowca.

Jeszcze  refleksja związana z tymi naszymi naturalnymi i specyficznymi dla każdego z nas preferencjami. Otóż wyobraźcie sobie, że jesteście na wycieczce i cała grupa idzie na obiad do pobliskiej restauracji. Po powrocie pilot wycieczki pyta się o wasze wrażenia. I co usłyszy?
Wzrokowcy zdadzą mu relacje z wystroju lokalu, czystych bądź nie ubrań personelu, oburzą się na niepasujący do wystroju nowoczesny kominek. Słuchowiec stwierdzi, że słyszał kucharza gwiżdżącego na zapleczu (na co oprócz niego nikt nie zwrócił uwagi), skwierczenie tłuszczu na patelni i skrzypiące drzwi do toalety, a kinestetyk powie, że było duszno, ale krzesła były bardzo wygodne, natomiast nie ma pojęcia jak wyglądał stół przy którym spędził godzinę;)
Czyli każdy zwróci uwagę na co innego, co z kolei powoduje, że dopiero taka opowieść „widziana” wszystkimi zmysłami jest pełna. Ale z drugiej strony wiedząc o takim naszym w pewnym sensie „ułomnym” widzeniu świata pamiętajmy - kiedy następnym razem zaczniemy się z kimś spierać, że tak na pewno nie było - żeby najpierw sprawdzić i ustalić fakty;) 

***** 

Tyle mój wpis, teraz dodatkowo zastanawiam się jak to moje kinestetyczne postrzeganie świata wyraża się w kuchni. Na pewno takim urządzeniem kuchni, żeby było mi w niej maksymalnie wygodnie, czyli przede wszystkim wszystko czego potrzebuję było w zasięgu ręki, bądź tak umieszczone, żeby korzystanie z jakiegoś sprzętu, naczynia czy produktu nie wymagało zbędnych wysiłków. W związku z tym dużo się u mnie na ladach i półkach dzieje, nie jest to kuchnia, gdzie blaty są puste i wszystkie, lub większość sprzętów jest pochowana. Nie czułabym się w takiej kuchni dobrze, a to jest dla mnie najważniejsze, mniej ważne jak to wygląda. 
Niespecjalnie mi również przeszkadza (a raczej w ogóle), że jakieś naczynia stoją na ociekaczu, a w zlewie brudna patelnia czy garnek. Z tego samego powodu nie rzucam się do sprzątania kuchni zaraz po przygotowaniu czy zjedzeniu posiłku (ale może to lenistwo, a nie mój kinestetyzm?;)
Podczas gotowania nie dbam o porządek, żadne tam równo poukładane miseczki ze składnikami (chyba, że na chwilę do zdjęcia;), wszystko fruwa, a po gotowaniu na ladach zostaje pobojowisko. 
Na pewno też nie jestem specjalistką od pięknego przystrajania i podawania potraw, ani wyrafinowanego ich wyglądu, choć oczywiście lubię jak mi się podoba również wizualnie moje danie. 
W gotowaniu najważniejszy jest dla mnie sam proces, to jak się czuję w trakcie, to dodawanie, mieszanie, przetwarzanie materii. Mniej ważny jest efekt. Potwierdza to również znany mi o sobie fakt, że drogę cenię zdecydowanie bardziej niż samo dotarcie do celu. 
Na razie tyle przyszło mi na myśl, ale na pewno jest tego więcej. Będę się temu jeszcze przyglądać.

Pomyślcie jak jest u Was:)

Na zdjęciu moja kuchnia (trochę ogarnięta), dużo tego, dla wzrokowca pewnie nie do przeżycia by było gotowanie czy przebywanie w takiej kuchni. Ja dopiero na zdjęciu widzę co tam się w każdym kącie dzieje;) 




16 komentarzy:

  1. Jestem wszystkim po trochu i to chyba w równych proporcjach. Choć wcześniej wydawało mi się, że wzrokowiec jest we mnie dominujący, to po lekturze tego wpisu sądzę, że jednak żaden z powyższych typów nie dominuje...

    OdpowiedzUsuń
  2. ale masz dużą kuchnię! zazdroszczę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż taka duża, to nie jest, widziałam większe:) Dla mnie jest wygodna (choć brakuje mi w niej stołu, jest tylko lada, stół się nie zmieścił). Mam jeszcze obok spiżarnię i z tego najbardziej jestem zadowolona:)

      Usuń
  3. No proszę, całe życie myślałam, że jestem wybitnym wzrokowcem. Nie wiedziałam o kinestetykach. A po Twoim artykule odkryłam w sobie naprawdę dużo takich cech! Myślę, że to u mnie drugi z dominujących zmysłów, jeśli nawet nie współdominujący ze wzrokiem.
    To było bardzo ciekawe, jeśli znajdziesz coś jeszcze w archiwum - podrzucaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie miałam tak samo, dlatego bardzo dla mnie było zaskakujące i odkrywcze i poniekąd uwalniające odkrycie w sobie dominacji kinestetyka. Teraz już wiem dlaczego tak mam i że nie tylko ja tak mam;)

      Usuń
  4. Ano też myślałam,że wzrokowiec ze mnie:]Po przeczytaniu stwierdzam,że i kinestetyk i wzrokowiec :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli też dla Ciebie nowa wiedza o sobie:)

      Usuń
  5. Na studiach robiliśmy sobie testy i mi wyszło, że na równi dominuje u mnie wzrokowiec i kinestetyk :) Wykładowca mówił nam też, że w dużej części przypadków wzrokowcy są sztucznie stworzeni prze system oświaty, który jest nastawiony jedynie na wzrokowców. Teraz przy projektowaniu domu ścierają się u mnie te dwa typy, bo z jednej strony chciałabym żeby było pięknie i estetycznie, a z drugiej funkcjonalnie - a niestety nie zawsze idzie to w parze i architekt ma mnie chyba już dość ;) A to dopiero projekt rozmieszczenia pomieszczeń, wielkości okien i zewnętrznej elewacji - nie chcę myśleć co będzie jak przyjdzie do projektowania wnętrz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jest jeszcze problem z tym, że współczesny świat w każdej dziedzinie oferuje ogromny wybór. Co nie jest, jakby się wydawało, dla nas wcale takie dobre, bo mamy problem z podjęciem decyzji.
      Jak ja budowałam dom, to wszystko się zdobywało i jak rzucili akurat kuchenki, to się brało bez zastanowienia, choć nie pasowała nijak do kuchni (była brązowa, oklejałam ją potem plastikową folią). I tak ze wszystkim. Kiedyś nie było wyboru, a dzisiaj jest ból głowy od nadmiaru możliwości.
      Co do domu, to podobno pierwszy buduje się dla wroga;)

      Usuń
  6. Fajne i treściwe, to co napisałaś. Zainspirowałaś mnie do odszukania notatek z podobnego kursu. Ale, gdzie szukać? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz, to się podziel, jeśli coś jeszcze w nich będzie innego:)

      Usuń
  7. Bardzo mi się podobają kolory Twojej kuchni. I jeszcze coś. Rzadko się widuje, żeby ktoś rozsądnie zrobił sobie blat po obu stronach zlewu i po obu stronach kuchenki. Najczęściej jest wersja: ściana-kuchenka-zlewozmywak-mnóstwo blatu. I jak tu coś zestawić, odstawić? Ten zielony to mój ulubiony odcień. Cudny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, co do koloru zielonego, to ja nigdy go nie lubiłam (jeszcze bardziej nie lubiłam tylko brązowego;), a teraz zielony dla mnie jest prawie numerem jeden (choć nie w ubraniach, tylko w otoczeniu, a najbardziej właśnie w kuchni). I tylko taki soczysty, też go uwielbiam:)

      Naprawdę rzadko się widuje te blaty po obu stronach sprzętów kuchennych? Wydaje się, że to oczywiste rozmieszczenie, bo najwygodniejsze.
      Natomiast niedawno dopiero się dowiedziałam, że mam bardzo nietypowo umieszczony kosz, bo nie pod zlewem, jak ponoć jest w 99% domów, tylko w szafce pod największą ladą (czyli tu, gdzie najczęściej kosza potrzebuję). Zawsze mi się wydawało, że to jedyne wygodne miejsce, a teraz się okazuje, że to takie nietypowe;)

      Usuń
  8. Ja już sama nie wiem, kim jestem...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się ten wpis/przepis, masz jakieś sugestie albo skorzystałeś z niego - podziel się tym w komentarzu.
Jeśli komentujesz jako anonimowy, zostaw proszę swoje imię.
Pozdrawiam i dziękuję!